Wpis autorstwa Macieja Jasicy | Podążaj za mną na Twitterze
Będzie to jeden z kilku wpisów dotyczących oczyszczania swojego środowiska pracy, swojej życiowej przestrzeni. Sądzę, że dokonanie porządku powinno być jednym z pierwszych kroków w kierunku minimalizmu. Pod słowem porządek rozumiem prawdziwą, dogłębną reorganizację przestrzeni, a nie jedynie poupychanie walających się po pokoju przedmiotów do szaf czy szuflad. Nie o to tutaj chodzi. Często oszukiwałem się w ten właśnie sposób, naiwnie oczekując, że schowanie rzeczy do szafy załatwi sprawę. Bałagan dziwnym trafem ponownie się jednak pojawiał. Wypełzał i rozprzestrzeniał się po całym pokoju. Chowanie rzeczy do szafy i radość z domknięcia za nimi drzwiczek są jak leczenie symptomów głębszej choroby. Likwidujemy jej objaw, a nie przyczynę. W poniższym wpisie znajdziesz kilka rad jak sobie z tym problemem poradzić.
Spójrzmy prawdzie w oczy. Większość z nas posiada zbyt wiele przedmiotów. Nie zdaje sobie jednak z tego sprawy i dając się nabrać kolejnym sloganom reklamowym dokupuje więcej i więcej. Ostatecznie mamy tych przedmiotów tak wiele, że nie wiemy dokładnie co posiadamy, co więcej często ciężko jest nam cokolwiek znaleźć. Przez wiele lat byłem tego typu osobą. Nie panowałem nad swoim stanem posiadania, czułem potrzebę większych i droższych zakupów. Z czasem jednak dostrzegłem, że nowe przedmioty nie sprawiają mi już takiej radości, że po prostu mam tego wszystkiego za dużo. Postanowiłem podjąć walkę i obecnie znajduję się na dobrej drodze do posiadania mniej niż 100 przedmiotów.
Nie oczekuję, że wszyscy będą chcieli aż tak zredukować swój stan posiadania. Zachęcam do przeprowadzenia na sobie tego bardzo ciekawego eksperymentu, ale nie naciskam. Każdy ma swój idealny stan posiadania i prostoty, najważniejsze w tym wszystkim jest zachowanie umiaru. Chodzi o możliwe jak największe ograniczenie wszystkiego co zbędne i postawienie na to co naprawdę ważne. Na pytanie w jak dużym stopniu otaczasz się niepotrzebnymi rzeczami musisz odpowiedzieć sobie sam.
Rozejrzyj się teraz po swoim pokoju. Co widzisz? Ile znajduje się w nim przedmiotów, których nie używałeś od miesięcy? Może nawet od lat? Co stoi tam tylko i wyłącznie z przyzwyczajenia? Zajrzyj do swojej szafy z ubraniami. Co widzisz? Ile znajduje się tam ubrań, w których nie chodziłeś od miesięcy? Których prawdopodobnie nigdy już nie założysz? Odpowiedz sobie teraz na pytanie: po co Ci więcej przedmiotów? Po co Ci kolejna rzecz, podczas gdy wielu z już posiadanych nie używasz? Czy nie jest to zbędne? Trik polega na tym, że wsłuchując się w reklamy dowiadujemy się, że wiecznie nam czegoś brakuje. Słyszymy, że kupując to lub tamto będziemy bardziej szczęśliwi. Idąc do sklepu często zachowujemy się jak dzieci i pod wpływem impulsu wkładamy co ładniej opakowane przedmioty do koszyka. Nie daj się więcej nabierać. Kupowanie kolejnych przedmiotów nie sprawi, że będziesz szczęśliwszy. Może przez jakiś czas, ale co później? Każdy kolejny przedmiot z czasem znajdzie się na dnie szafy tak jak masa przedmiotów wcześniej przez Ciebie kupionych. Wiesz dlaczego? Bo to tylko przedmioty.
Szczęścia w moim odczuciu należy szukać zupełnie gdzie indziej. Przede wszystkim nie pochodzi ono z zewnątrz. Pochodzi ono z wnętrza człowieka. Przedmioty przychodzą, psują się i odchodzą. Po czasie przyzwyczajamy się do nich i nam obojętnieją. Doświadczenia, możliwość obcowania z innymi daje nam zdecydowanie więcej. Oczyszczając swoją przestrzeń również podnosisz swój poziom szczęścia. Sprawiasz bowiem, że twoje otoczenie staje się dla Ciebie zdecydowanie bardziej przyjazne. Możesz swobodnie poruszać się po mieszkaniu. Możesz głębiej oddychać. Czysta przestrzeń wokół Ciebie uspokaja i sprawia, że jesteś mniej rozproszony. Pozwala Ci się skoncentrować. Pozwala Ci więcej osiągnąć. Widzę po sobie jak podskoczyła moja produktywność poprzez tak małą, wydawać by się mogło rzecz jaką jest porządek.
Nie twierdzę, że sprzątanie jest najprzyjemniejszą rzeczą pod słońcem. Nie twierdzę też, że jest łatwe. Im bardziej zabałaganiona przestrzeń wokół Ciebie tym więcej masz do zrobienia. Porządkowanie pokoju nie musi być jednak katorgą. Wystarczy, że pozytywnie się do niego nastawisz. Tak jest ze wszystkim. Powiedz sobie, że jest to dla Ciebie bardzo ważne, że dzięki temu odzyskasz spokój, radość i koncentrację. Dzięki porządkowi będziesz potrafił więcej osiągnąć i zrealizować więcej postawionych sobie celów. Teraz połącz porządek z czymś co lubisz robić. Ja lubię puszczać sobie muzykę i sprzątać w jej rytmie. To naprawdę zabawne i od razu mniej się człowiek przy tym męczy ;) Dodatkowo oczyszczając przestrzeń krok po kroku, staję się weselszy.
Pamiętaj, żeby sprzątanie nie stało się oszukiwaniem samego siebie. Nie idź na łatwiznę i bez zastanowienia nie wrzucaj rzeczy do szafy.
Kiedy po raz pierwszy rozpoczynasz porządkowanie swojej przestrzeni może wydawać Ci się, że jest to ponad Twoje siły. Nie pozwól by to przekonanie Cię pokonało! Po prostu zacznij. Jeżeli otaczający Cię bałagan jest faktycznie ponad Twoje siły to zwolnij. Pamiętaj o zasadzie małych kroków. Wybierz jedną przestrzeń, na której skupisz całą swoją energię. Tylko jedną. Niech to będzie powiedzmy biurko. Spraw by stało się ono bezśmieciową przestrzenią. Twoją oazą bezpieczeństwa. Dobrze jest rozpocząć porządki od biurka bowiem przy nim najczęściej pracujemy. Porządek na nim będzie więc podwójnie satysfakcjonujący, a Twoja produktywność znacznie wzrośnie. Pozbądź się zbędnych papierów, które na nim zalegają. Te ważne odłóż i przygotuj na nie miejsce w szufladzie. Następnie porządkuj i znajduj dla każdego przedmiotu nowy dom. Na biurku nie powinno się znajdować nic co nie jest przydatne w Twojej pracy, moim ideałem jest całkowicie wyczyszczona powierzchnia, na której znajduje się lampa, monitor od komputera, klawiatura, myszka i głośniki. Dzięki temu mogę przyjąć wygodną pozycję, nic nie przeszkadza mi w poruszaniu myszki, nic mnie również nie rozprasza. Mogę oprzeć o biurko swoje łokcie, wygodnie się do niego przysunąć, a nie kulić się w dziwnej i krzywej pozycji.
Kiedy zobaczysz jak fantastycznie wygląda ta jedna czysta przestrzeń wokół Ciebie, podejrzewam, że na tym nie poprzestaniesz i szybko przejdziesz do sprzątania innych części pokoju. Nie spiesz się jednak. Pamiętaj żeby nie oszukiwać samego siebie i nie iść na łatwiznę. Te porządki mają być inne niż zwykle. Mają na stałe zmienić Twoją przestrzeń i sprawić, że bałagan nie będzie się już tak łatwo pojawiać. Następnego dnia staraj się powiększyć swoją bezśmieciową przestrzeń i utrzymywać ją w ryzach. Z czasem obejmiesz całe swoje mieszkanie.
Nie bój się wyrzucać przedmiotów. Zwykle zadajemy sobie pytanie: czy aby na pewno się nam to już nie przyda? Czy za kilka miesięcy mi się nie odwidzi? W przeważającej większości przypadków nie odwidzi Ci się. Sam przyjąłem zasadę, że pozbywam się wszystkiego czego przez miesiąc nie używałem. Jeszcze mi się nie zdarzyło abym czegoś żałował, albo potrzebował tego ponownie. Jeżeli masz olbrzymie wątpliwości odłóż jakiś przedmiot do pudełka i zrób test. Jeżeli przez miesiąc nie będziesz tego przedmiotu używać znasz odpowiedź na pytanie, czy aby ten przedmiot nie jest Ci w czymś przydatny. Takie podejście sprawi także, że będziesz bardziej gotowy na pozbycie się go.
Zastanów się teraz jak wspaniale może wyglądać oczyszczona przestrzeń wokół Ciebie, jak duży spokój ze sobą niesie i jak to jest mieszkać nie będąc otoczonym bałaganem. Zapewniam, że od razu będzie Ci się lepiej spało w tak oczyszczonym pokoju.
To pierwszy z serii artykułów dotyczących porządkowania swojej przestrzeni. Bądź pewien, że nie przegapisz innych.
—
Jeśli spodobał Ci się ten wpis kliknij przycisk Poleć To bądź retweet. Dzięki temu pozwalasz żyć idei, którą opisuję na blogu. Dziękuję za Twój czas.


Znam świetne lekarstwo na ogłupiające i kuszące nas reklamy. Stosuje je już prawie 3 lata – pozbycie się z domu telewizora he he..
Ja swoją przygodę z oczyszczaniem przestrzeni rozpocząłem od zminimalizowania laptopa – minimum programów, z których korzystam a na pulpicie tylko 2 ikony i 2 foldery. W zupełności mi wystarcza.
Myślę, że z tym oczyszczaniem przestrzeni wokół siebie to wszystko zależy od osobowości. Jedna osoba będzie to robiła stopniowo (np. jedno pomieszczenie na tydzień), aby się szybko nie zniechęcić, a ktoś zastosuje zasadę „nie ma zmiłuj” i w ciągu dwóch dni wyrzuci z domu 6 worków zbędnych rzeczy he he…
Nic tak nie działa na mnie relaksująco i nic tak nie pozwala mi cudownie się skupić (na czymkolwiek) niż uporządkowana zminimalizowana przestrzeń, która mnie otacza.
Bardzo mi się podoba Twoje podejście z tym miesięcznym testowaniem użyteczności zakupionych rzeczy. Ja robię to trochę bardziej ekstremalnie: raz, że nie lubię chodzić na zakupy (tylko jeśli muszę), a dwa jak mam ochotę coś kupić (jakiś gadżet) to daje sobie dzień zwłoki i przez ten czas robię sobie w głowie konkretną analizę, jak często będę używał tego przedmiotu lub za jaki czas będę go dopiero potrzebował. Efekt jest taki, że np. nie mam w domu w ogóle drukarki i raczej nie zamierzam kupować, a ostatnio nawet wstrzymałem się na jakiś czas z zakupem aparatu cyfrowego.
A odpisując na Twój komentarz do ostatniego Twojego wpisu: poza rzeczami w łazience i kuchni oraz ubraniami, z innych rzeczy mam tylko:
1. laptopa
2. jedną książkę
3. telefon + ładowarka
4. klucze od mieszkania
5. dowód
6. kartę do bankomatu
7. dwie karty kredytowe
8. paszport
9. legitymację ubezpieczeniową
10. dwa cienkie segregatory z dokumentacją osobistą … i to chyba już wszystko. Jak znajdę chwilę to policzę ile mam ubrań he he…
Imponujące :) Ja takich rzeczy jak dowód czy karta kredytowa w ogóle nie liczę – zliczam je jako 1 rzecz, mianowicie portfel ;) Odnosząc się do tej części wypowiedzi:
„jak mam ochotę coś kupić (jakiś gadżet) to daje sobie dzień zwłoki i przez ten czas robię sobie w głowie konkretną analizę, jak często będę używał tego przedmiotu lub za jaki czas będę go dopiero potrzebował. ”
Ja staram się stosować do zasady 30 dni zwłoki. Już tłumaczę jak to wygląda. Jeśli cena jakiejś rzeczy przekracza 100 zł i bardzo chciałbym ją mieć to zapisuję ją sobie na kartce i daję sobie 30 dni na podjęcie decyzji czy kupić ją czy nie. Jeżeli po 30 dniach nadal pragnę tej rzeczy, wówczas ją kupuję. Jeżeli moje zainteresowanie przemija, wykreślam tę rzecz z listy. Dzięki temu zawsze wygrywam. Jeżeli faktycznie po 30 dniach uznam, że pragnę tę rzecz to jest olbrzymia szansa, że faktycznie jej potrzebuję, jeżeli będzie przeciwnie, wówczas oszczędzam pieniądze. Dzięki temu nie kupiłem już wielu przedmiotów, które w pierwszej chwili wydawały mi się „niezbędne”. O przemyślanych zakupach jeszcze z pewnością tutaj napiszę.
Pozdrawiam serdecznie
„Znam świetne lekarstwo na ogłupiające i kuszące nas reklamy. Stosuje je już prawie 3 lata – pozbycie się z domu telewizora he he..”
Cóż nie zgodzę się z tym. To kwestia naszego nastawienia. Równie wiele reklam, o ile nie więcej, atakuje nas codziennie w internecie czy wszechobecnych bilbordów na mieście.
Jeśli nie potrzebuję odtwarzacza mp3 to żadna reklama tego nie zmieni ;-)
Porządek to mój ulubiony temat bowiem uwielbiam sprzątać i uwielbiam porządek.
Moje biurko zawsze wygląda jakbym była na urlopie, natomiast prócz rzeczy, które wymieniłeś mam jeszcze notes, kalendarz i przybornik na długopisy oraz ramkę z 8 zdjęciami bliskich mi osób. Mieszkam daleko od domu a te zdjęcia przypominają mi miłe chwile.
Obecnie jestem na etapie porządkowania laptopa. Dokonałam selekcji dokumentów i zostawiłam sobie tylko te, które mi się przydają np. CV czy wzory umów oraz kilka projektów z których jestem dumna. Natomiast dziś komputer będzie sformatowany i w kosmos odlecą np. materiały ze studiów, które skończyłam prawie 4 lata temu!
Wraz z zainstalowaniem nowego systemu zamierzam ograniczyć programy do absolutnego minimum, które umożliwi korzystanie z komputera.
Co do zasady miesiąca – kiedyś to przetestowałam właśnie tak jak opisałeś, były sobie 4 rzeczy, które chciałam kupić, zapisałam je na kartce wraz z cenami. Po miesiącu trzy z tych rzeczy uznałam za zupełnie niepotrzebne i kupiłam sobie tylko jedną, którą nadal chciałam mieć. Natomiast co do ubrań w szafie to u mnie stosuje zasadę roku: jeśli od roku nie miałam rzeczy na sobie, to się zastanawiam, dobrze czy w takim razie gotowa jestem to na siebie jutro założyć. Z reguły nie i wtedy taka rzecz od razu zalicza „wylot” z szafy.
Myślałam nad tym liczeniem rzeczy Maćku. Mam różne wątpliwości. Ja np. mieszkam sama – czy w takim razie powinnam liczyć meble skoro tylko ja z nich korzystam? Mógłbyś więcej o tym napisać? :)
pozdrawiam
An
Bardzo fajne strategie tutaj opisujecie :) Miło mi się je czyta :)
Co do liczenia rzeczy to zadałaś bardzo trafne pytanie An. Na ten temat panuje w Internecie żywiołowa dyskusja. Myślę, że każdy powinien sam odpowiedzieć sobie na to pytanie. Jeśli o mnie chodzi to nie jestem ekstremistą. Tak jak wspominałem w swój stan posiadania nie wliczam przedmiotów, które dzielę z innymi współlokatorami. Postanowiłem również liczyć tylko przedmioty osobiste. Tak więc podobnie jak Paweł Kata meble, naczynia, chemię domową itp. pomijam. Jeśli chodzi o ubrania to póki co liczę 1 parę skarpetek jako 1 rzecz. Wiem, że np. Everett Bogue liczy wszystkie skarpetki jako 1 rzecz. Wszystko zależy jaką logiką się kierujemy ;) Jest z tym liczeniem pewnie i nieco więcej problemów, proponuję zatem zasadę – nie dajmy się zwariować. Te 100 rzeczy traktuję bardziej jako swojego rodzaju eksperyment, pozwalający określić mi ile w rzeczywistości posiadam rzeczy i co jest mi zbędne. Przeglądając swój stan posiadania dowiaduję się bardzo wielu ciekawych rzeczy o sobie samym, rzeczy, o których wcześniej w ogóle nie myślałem.
Verónica na swoim blogu http://www.weronkaka.com napisała kiedyś ciekawe zdanie dotyczące tworzenia swojej listy przedmiotów:
„choć na początku pomysł wydaje się być dość abstrakcyjnym,
bo zakłada, że poświęcimy jakiś czas na stworzenie takiej listy,
ewentualnego podziału kategorie, itd..
w efekcie zyskujemy bardzo interesujące narzędzie.
pomijając zasadę oito, lista jest kolejnym przyczynkiem- do zastanowienia się,
czy naprawdę chcę wpisać na niej +1…”
I myślę, że o to tutaj chodzi. A jeśli chodzi o samą liczbę 100 to jest ona o tyle przydatna, że mniej więcej wiemy dokąd zmierzamy :)
Pozdrawiam serdecznie
Bardzo cenny i wyczerpujący wpis, dobrze, że wskazujesz na konieczność szukania przyczyny powstawania bałaganu, a nie tylko likwidowania jego objawów.
Moje zamiary zakupowe z „listy rzeczy oczekujących” teraz czekają nieraz po kilka miesięcy na ostateczne zatwierdzenie. Jak się dobrze zastanowić, jeden z moich ostatnich zakupów (z wyposażenia kuchni) czekał na realizację ponad rok – przez długi czas nie byłam pewna, czy naprawdę będzie potrzebny. Jednak był.
Ale moim zdaniem zwykle miesiąc zastanowienia wystarczy.
Natomiast co do 100 rzeczy – sporo o tym ostatnio myślałam i doszłam do wniosku, że wprawdzie nie mam zamiaru narzucać sobie odgórnych ograniczeń, to jednak chyba w końcu podejmę się policzenia swoich przedmiotów osobistych, właśnie z tych powodów, które podała Weronika. Ostatecznie mam ich już całkiem niedużo…
Myślę, że to doskonały pomysł. Taka lista bardzo pomaga w panowaniu nad swoim stanem posiadania i jest kolejnym krokiem do bardziej racjonalnych zakupów w przyszłości.
Pozdrawiam serdecznie
@An -> przeglądając Twój blog natrafiłem na ciekawą informację :) Mianowicie widzę, że jesteś absolwentką ówczesnej Akademii dzisiaj Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. To ciekawy zbieg okoliczności bo właśnie jestem w trakcie III roku Zarządzania na tej uczelni ;) Ten świat jest mały :)
Istotnie Maćku na każdym kroku okazuje jaki ten świat jest mały :D eh wróciły wspomnienia, okres studiów na Akademii był najlepszym jak dotąd w moim życiu :D
Bardzo wartościowy wpis. Fajnie, że leczysz przyczyny, a nie same objawy. Pozytywnie. Lista 100 rzeczy – może to kolejny dobry pretekst, aby przejrzeć ponownie wszystkie swoje rzeczy, a nóż widelec jest tam coś, co nie jest nam już przydatne. Motywujesz Maciej, motywujesz. Tylko złapię trochę wolnego czasu i zrobię gruntowne porządki.
Podoba mi się pomysł z tym czasem na zastanowienie czy daną rzecz kupić czy nie. To bardzo dobry sposób na wyeliminowanie impulsywnych zakupów.
Pozdrawiam,
Mały Wojownik Uśmiechu,
Wasp
„Motywujesz Maciej, motywujesz” – miło mi to słyszeć :)
Pozdrawiam serdecznie
To jest chyba to czego potrzebuję. Jestem wszystkim przytłoczona, mam mało czasu i chce to zmienić.
Bardzo podoba mi się Twoja lista małych kroków i filozofia kaizen.
Dobrze, że tu trafiłam :)
Jest mi bardzo miło. Witam na blogu :)
A ja mam pytanie jak oczyszczać przestrzeń mając wiele hobby oraz samochód? Przez lata uzbiera się tego trochę i nie wiadomo co później jest potrzebne a co nie.
- rower (akcesoria, dętki, narzędzia, kask, ubiór, śrubki, lampki itp itd)
- fotografia (aparat, obiektywy, kable, ładowarki, karty pamięci, lampy błyskowe, statywy, parasolki itp itd)
- inne sporty sezonowe i rzeczy na wyjazdy (narty, łyżwy) oraz hantelki do ćwiczeń, karimata, plecaki, torby, walizki
- komputer (głośniki, setki i tony kabli przejściówek, drukarka, papier, przedłużacze)
Czyli ogólnie jak być minimalistą mając wiele zainteresowań? Nie ze wszystkiego się korzysta częściej niż raz na 30 dni ale przecież nie sprzedam roweru bo w zimę nie jeżdżę. .. Jakieś porady ? :)
Bardzo dobre pytanie :) W wolnej chwili postaram się przemyśleć temat i może popełnię jakiś wpis go dotyczący ;) Tymczasem zachęcam do przeczytania wpisu o minimalistycznej jodze – może znajdziesz tam coś dla siebie :)
Pozdrawiam serdecznie i witam na blogu
Mnie liczenia przedmiotów nie jest na razie potrzebne. Nie widzę w tym problemu jesli masz 5 namiotów i wszytskich używasz – ok. Ale jeśli używasz tylko trzech to po co Ci dwa pozostałe?
To samo z kompem. Jeśli masz „tysiąc” kabelków i wszytskie są potrzebne i używane to nie ma mowy o nadmiarze. Ale trzymanie przejściówki X na Y do sprzętu którego już nie masz – tu jest pole do zastanowienia się czy rzeczywiście tego potrzebujesz…
Narty z wiązaniami + buty + spodnie narciarskie + ewentualnie maska + okulary… Gdzie tu nadmiar? Łyżwy w torbie nie zajmuja duzo miejsca i to chyba także nie jest nadmiar? A kiedy ostatnio jeździłeś na łyżwach?
Pozdrawiam!
Zabierając się za porządkowanie warto na spokojnie zastanowić się nad każdą rzeczą, znaleźć dla niej miejsce.
To jest główny problem u mnie w kuchni, są rzeczy, które za każdym razem lądują gdzie indziej, robi się bałagan, a potem ich szukam.
Czasem może warto przy okazji takich porządków wymienić jakiś mebel? Pozbyłam się wielkiego regału na którym w ekspresowym tempie „robił się” (sam oczywiście ;-)) bałagan. Zamieniłam go na dwie komody. Połowa zawartości regału zniknęła (oddałam, sprzedałam lub wyrzuciłam w zależności od stanu danej rzeczy).
Idea minimalizmu, którą tak bardzo się zachwycasz Macieju, dla mnie jest bardzo interesująca, ale raczej nieprzydatna. Mam mnóstwo rzeczy, ale każda z nich ma swoje miejsce w mieszkaniu. Nie mam także problemu z bałaganem. Lubię wszystkie moje rzeczy, szanuje i są mi potrzebne, ale nie jestem w stanie używać ich wszystkich raz na miesiąc. Nie mam takiej potrzeby.
Aczkolwiek, nasza wspólna znajoma zasiała ostatnio ziarno niepokoju w mym sercu. Zaczęła się zastanawiać czy „mieć” nie góruje nad „być” w jej życiu. Obawiam się, że może się tak stać u mnie. Nad jedną kategorią przedmiotów – ciuchami, chyba już nie panuję. Policzyłam i okazało się, że mam 240 ciuchów, nie licząc biżuterii, butów, skarpet, czapek rękawiczek i szalików. A cały czas mam ochotę na zakupy. Relaksuje mnie to, lubię uczucie posiadania. I zdobywania. Na szczęście, jeszcze potrafię sobie odmówić zakupów…
Starałam się odpowiedzieć na Twoje pytania: ” po co Ci więcej przedmiotów? Po co Ci kolejna rzecz, podczas gdy wielu z już posiadanych nie używasz? Czy nie jest to zbędne?” ale nie potrafię. Potrzebuję tych rzeczy (ciuchów), tylko nie wiem po co.
Czy ktoś z Was, Minimaliści, potrafiłby mi udowodnić, że minimalizm jest mi potrzebny? Czy potrafiłby ograniczyć chęć kupowania?
Minimalizm to nie tylko ograniczanie swojego stanu posiadania. Tak naprawdę jest to zaledwie maleńki wycinek całej filozofii, którą jest minimalizm.
Główną ideą minimalizmu jest ograniczanie w swoim życiu wszystkiego co zbędne, co oddala nas od rzeczy naprawdę istotnych, ważnych. Wszystkiego co oddala nas od szczęścia. To doskonały sposób na zaoszczędzenie swojej energii, czasu, pieniędzy. Sposób na odpowiednie ich wykorzystanie. Założeniem minimalizmu jest pełne skupienie się na tym co naprawdę się dla nas liczy, co ma największe znaczenie. W tym zakresie uważam, że minimalizm jest stworzony w większym bądź mniejszym stopniu dla każdego człowieka.
Odpowiadając na Twoje ostatnie pytanie: czy potrafiłby on ograniczyć chęć kupowania, stwierdzę, że nie znam chyba lepszego sposobu ;)
Pozdrawiam serdecznie i witam na blogu :)
Goś, ja spróbuję. Nie potrzebujesz ciuchów, potrzebujesz tego miłego uczucia, które towarzyszy zakupom – wyszukiwania, dobierania, przymierzania. To, że przybywa ciuchow, to jest w zasadzie efekt uboczny ;) Jeśli ciuchy to twój żywioł – to po prostu wykombinuj taki rodzaj współpracy, który nie powoduje gromadzenia. ostatnio modne sa tzw swap-y, czyli spotkania na których uczestniczki wymieniają się ciuchami.
dziękuję Ci Kolego dzierzba:)
wiadomo, że przymierzanie, dobieranie i wyszukiwanie, zwane polowaniem jest najprzyjemniejsze, ale ja naprawdę odczuwam silną potrzebę posiadania. do niedawna sądziłam, że sama nie zapanuję nad nią, ale kilka dni temu spotkałam się z koleżanką, która ma identyczny problem. Postanowiłyśmy wspólnie, że możemy kupować tylko 1 ciuch na miesiąc. Chciałabym wytrwać, bo planuję kilka wyjazdów w tym roku i pieniądze bardzo by mi się przydały.
trzymajcie za mnie kciuki
Trzymamy :)
Pozdrawiam
Goś: zależy z jakiego powodu kupujesz ubrania. Jeśli dlatego, że jest to np odskocznia od problemów, zakupy rekompensują Ci inne rzeczy to spędź parę chwil nad zastanowieniu się nad życiem, nad tym jak w inny sposób możesz sobie je uprzyjemnić. Bo radość z takich zakupów jest krótkotrwała, potem się żałuje źle wydanych pieniędzy i ma pełną szafę, z której i tak nie ma pożytku, bo większość rzeczy źle wygląda itd.
Dobrze, że masz cel- uzbieranie na podróże. Z takim celem powinno pójść łatwiej.
Mam przedmioty, ktorych nie uzywam miesiacami, a nawet latami, ale wcale nie uznaje ich za zbedne. Ksiazki, pamiatki z podrozy, itp. Patrze sobie na te rozne pamiatki stojace na regale i przy okazji przypominaja mi sie rozne miejsca.
Ze wszystkich ksiazek nie korzystam codziennie, ale jak bede chciala sie odwolac do jednej z nich, to wiem gdzie stoi na regale i czego w niej szukam. Z fikcji trzymam tylko ulubione, ktore wiem, ze przeczytam wiecej niz raz.
Myślę, że każdy musi odnaleźć swoją drogę. Swoje rozwiązanie. Jeżeli te pamiątki czy książki nie zagracają Twojego mieszkania i lubisz je, sprawia Ci przyjemność patrzenie na nie, to jest to jak najbardziej OK :) Mnie nie sprawiały, były mi całkowicie obojętne, stały na półce i się kurzyły. Wyzbywając się ich zrobiłem miejsce na inne przedmioty, które nie miały wcześniej swojego „domu” i leżały np. na biurku czy parapecie. Dzięki temu od razu zrobił się u mnie porządek i jestem o wiele szczęśliwszy :)
Pozdrawiam serdecznie
Jak tylko trafiłem jakiś czas temu na Twojego bloga (z Rentiera ;) ) to od razu wziąłem się za porządki. Gazety, trochę książek, płyty, masa papierów… parę ładnych wiader. Do tego sprzedałem kilka zalegających rzeczy więc i oszczędność pieniędzy zaszła :) Idzie wiosna więc powoli przymierzam się do zminimalizowania garderoby. Wszystko to doskonale wpisuje się w mój plan mobilnego życia. Pozbycie się rzeczy, na pozór tylko potrzebnych, bardzo ułatwia egzystencję. Ostatnio w końcu zdobyłem się na ogarnięcie powierzchni roboczej w biurze. Zamiast sterty papierów znalazł się kwiatek :) Łatwiej tak się pracuje i jest to dużo przyjemniejsze. Wcześniej „porządek” to był dla mnie tylko głupi wymysł… ale jednak da się :) Dzięki za świetne rady. Pozdrawiam!